Bowen’s baby – Technika Bowena pomaga na bezpłodność

Czasem wystarczy jeden zabieg, ale częściej są potrzebne długie miesiące terapii, zanim przyjdą na świat: Bowenowe dzieci. Na takie dzieci mówimy „Bowenowe”, bo nie byłoby ich, gdyby nie terapia Bowena.

Dziś otrzymałam wiadomość od pacjentki, bardzo miłą wiadomość. Czekałam na nią wiele miesięcy. Pacjentka napisała:

Witam Pani Beato, nie wiem czy Panią informowaliśmy – 23 lutego urodził się nam synek 🙂
Dziękujemy i pozdrawiamy serdecznie.

To moje trzecie Bowenowe baby:-)))

Terapia Bowena pomaga bezpłodnym parom w staraniach o poczęcie i narodziny dziecka. Czasem wystarczy jeden zabieg, gnale częściej są to długie miesiące terapii zanim przyjdą na świat Bowenowe dzieci.

Pacjentka, która dziś napisała, miała za sobą 2 lata starań o dziecko zanim trafila do mojego gabinetu. Była zdrowa, bez znanych przeszkód. Terapia Techniką Bowena była jednym z elementów starań o dziecko. Pacjentka była na diecie eliminacyjnej, która wykluczyła problemy ze strony układu pokarmowego. W wywiadzie pacjentka wskazała, że pracuje zmianowo i dodatkowo praca wiązała się z dużym stresem. Kobieta zmieniła pracę na spokojniejszą i o stałych porach. Wysiłek był duży, ale najważniejsze, że doprowadził do szczęśliwego finału.

Pani Beato – pisze dalej pacjentka – wierzę w Bowena, że terapia mi pomogła.  Był to jeden z elementów naszych starań. Ale nade wszystko działa Stwórca!!!

Thank You God!

Thank you Mr Bowen!

<'Terapia Bowena nie zastępuje porady lekarskiej lub leczenia. Zalecamy konsultowanie się z lekarzem w sprawie wszelkich problemów zdrowotnych.'>
Bowen Terapia manualna wpływ na apetyt, ogranicza zapotrzebowanie na słodycze, reguluje hormony

Zabieg manualny ogranicza ochotę na słodycze: jak to możliwe?

Czy można stracić apetyt na słodycze po zabiegu manualnym? A skoro można – jak to możliwe?

Rozmawiałam dzisiaj z pacjentką, która w zeszłym tygodniu zakończyła cykl terapii hormonalnej. Pacjentka zadzwoniła, ponieważ zaskoczył ją efekt ostatniej wizyty. Opowiadała, że po każdym zabiegu odczuwała znaczące rozluźnienie ciała, wyciszyły się u reakcje związane z PMS, menstruacja przebiegła bez bólu – tego się spodziewała i to się wydarzyło. Ale zauważyła coś jeszcze: zauważyła, że straciła ochotę na słodycze. Zazwyczaj rozpoznawała zbliżający się okres po ogromnym zapotrzebowaniu na słodycze. Czekoladę, miód, ciastka zjadała w nieprzyzwoitych ilościach.Tym razem nic takiego się nie wydarzyło. Co więcej, kiedy skosztowała coś słodkiego, okazało się , że jej nie smakuje! Była bardzo zaskoczona tym odkryciem i chciała zapytać, czy po zabiegu manualnym można stracić apetyt na słodycze? Odpowiedziałam, że… można. Jak to możliwe?

Czy wiecie, że kobieta przed miesiączką zjada 30-40% więcej kalorii, głównie słodyczy, niż normalnie?

Apetyt na słodycze u kobiet jest ściśle związany z cykliczną zmianą hormonów. Przed miesiączką dochodzi do podwyższenia poziomu estrogenów w stosunku do progesteronu, czemu najczęściej towarzyszy spadek wydzielania serotoniny – neuroprzekaźnika odpowiadającego za samopoczucie, który ma ogromny wpływ na nasz sen, nastrój i apetyt. Przy niedoborze serotoniny wzrasta łaknienie, zwłaszcza na węglowodany, głównie słodycze. Jednym słowem organizm domaga się słodyczy, aby poprawić samopoczucie.

Podobnie jak przed miesiączką, także w okresie menopauzy poziom hormonów obniża się gwałtownie. To powoduje obniżenie poziomu serotoniny, której niedobór – jak już wiemy – powoduje zwiększenie apetytu na węglowodany. Mniejsze stężenie estrogenów to również niższe stężenie neuropeptydu Y, związku odpowiedzialnego za poziom glukozy we krwi. I znowu organizm kobiety stara się o wyrównanie poziomu cukru we krwi, wysyłając sygnał zwiększonego zapotrzebowania na węglowodany.

No to już wiecie, jak to się dzieje, że zabieg Bowena może obniżyć zapotrzebowanie na słodycze:).

<'Terapia Bowena nie zastępuje porady lekarskiej lub leczenia. Zalecamy konsultowanie się z lekarzem w sprawie wszelkich problemów zdrowotnych.'>
Zabiegi Bowena dla kobiet w ciąży

Pośladkowe ułożenie dziecka, czyli położenie podłużne miednicowe dziecka do porodu

3 procent dzieci przybiera w ostatnich miesiącach ciąży ułożenie pośladkowe. Czy są zabiegi, które pomagają w uzyskaniu prawidłowego, główkowego ułożenia dziecka do porodu?

Główką do dołu można rodzić – to wie każda mama. Każda mama wie też, że położenie pośladkowe uniemożliwia, no dobrze – bardzo utrudnia poród naturalny.
Za to mało mam wie, że terapia Bowena pomaga uzyskać główkowe ułożenie nawet bardzo opornych maluchów.
Kilka dni temu otrzymałam SMS od mamy w 37 tygodniu:

„Pani Beato, udało się! Maluch leży jak trzeba główką do dołu!”.

Pacjentka zgłosiła się na zabiegi w 33 tygodniu ciąży. Zapytała się o statystyki, jak Bowen pomaga w prawidłowym ułożeniu dziecka przed porodem. Trudno mówić o statystykach, kiedy nie ma oficjalnych badań, odpowiedziałam więc, że moje doświadczenie wykazuje:
– 50 procent dzieci obraca się po pierwszym zabiegu,
– około 25 procent dzieci potrzebuje kilku zabiegów
– co czwarte dziecko nie reaguje na zabiegi Techniką Bowena.

Jak to się dzieje, że zabiegi Techniką Bowena wpływają na ułożenie dziecka? Powodem nieprawidłowego ułożenia dziecka przed porodem bardzo często są zbyt napięte mięśnie brzucha, miednicy lub przepony, które ograniczają przestrzeń wewnątrz macicy. Zabiegi uelastyczniają ścięgna i mięśnie, które otaczają macicę z dzieckiem. Tkanki nabierają sprężystości, co zwiększa możliwość naciągania się i tym samym dają dziecku więcej przestrzeni w brzuchu mamy do ruszania się. Jak zwykle zabieg Techniką Bowena sam niczego nie robi – umożliwia TYLKO organizmowi, aby pracował w jak najlepszy sposób.

Pacjentka, której SMS zacytowałam, potrzebowała 4 zabiegów, aby jej dzidziuś przybrał prawidłowe ułożenie przed porodem.

<'Terapia Bowena nie zastępuje porady lekarskiej lub leczenia. Zalecamy konsultowanie się z lekarzem w sprawie wszelkich problemów zdrowotnych.'>

Technika Bowena: czy jest bezpieczna dla osoby wierzącej?

Są osoby, które ze względu na poglądy religijne, unikają niekonwencjonalnych metod leczenia.

Dla osoby wierzącej wybór rodzaju terapii jest bardzo ważny. Wolą zrezygnować z jakiejś formy terapii niż narazić się na zagrożenie duchowe. Wszystkim, dla których istotna jest korelacja wiary i sposobu leczenia, polecam tekst ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego. Konkluzja obszernego tekstu jest następująca:

Zagrożeniem jest tylko zło, które rodzi się w naszych sercach; do człowieka żyjącego w zażyłości z Bogiem, zło nie ma dostępu.

Ksiądz profesor Zwoliński jest autorem ponad 100 dzieł z zakresu teologii i socjologii, sektologii, historii idei, katolickiej nauki społecznej, etyki życia gospodarczego, manipulacji społecznych i religioznawstwa. Kilka lat temu byłam słuchaczem cyklu jego wykładów na UJPII i do dziś jestem pod wrażeniem jego erudycji i zaangażowania w troskę o dobro moralne człowieka. Ksiądz profesor wzywa do myślenia na każdym polu aktywności. W swoich wystąpieniach przestrzega przed zagrożeniami kultury New Age. Książka „Wielkie Religie Wschodu” również nawiązuje do tych tematów. Jest to ocena myśli Wschodu i propozycji terapeutycznych wyrosłych z kręgu kultury Wschodu.

Terapia Bowena pochodzi z Australii. Ze względu na charakter – delikatny dotyk i ruchy wykonywane w różnych miejscach ciała – terapia jest mylona z refleksologią czy akupunkturą. Bez wątpienia terapia ma świetne wyniki i to też budzi u niektórych osób niepokój – obawiają się, że za skutecznością metody kryją się jakieś czary-mary. Terapia Bowena jest terapią manualną, jest zaliczana do terapii osteopatycznych i powięziowych.

Wszystkich, których interesuje temat terapii naturalnych i ich oceny pod kątem wpływu na duchowość, dsyłam do tekstu ks. profesora, który jest niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie demaskacji zagrożeń z kręgu New Age.

https://opoka.org.pl/biblioteka/I/…/wielkie_rel_wsch_03.html

<'Terapia Bowena nie zastępuje porady lekarskiej lub leczenia. Zalecamy konsultowanie się z lekarzem w sprawie wszelkich problemów zdrowotnych.'>

SM? nie, to borelioza!

Czy można się ucieszyć diagnozą: „Ma pani boreliozę”?
Tak, jeśli od czterech lat bezskutecznie leczyłeś się na SM, a to przytrafiło się właśnie mojej pacjentce.
Jest wiele powodów, dla których uwielbiam Technikę Bowena. Jeden z nich to zasada stosowana przez terapeutów:
„Jeśli Technika Bowena nie pomaga, to znaczy, że pacjent ma żle postawioną diagnozę”.
Już wiele razy miałam okazję przekonać się, że problem pacjenta jest gdzie indziej niż wskazują na to wyniki badań lekarskich, ale po raz pierwszy sprawa dotyczyła tak poważnej sprawy jak SM.
Pół roku temu trafiła do mnie kobieta w wieku czterdziestu kilku lat. Była załamana: cztery lata wcześniej stwierdzono u niej SM. Próbuje wielu metod terapeutycznych, czasem bywa poprawa, ale zasadniczo jest coraz gorzej. Terapii Bowena też chciała spróbować, może pomoże?
Pełne nadziei – pacjentka i ja – rozpoczęłyśmy serię zabiegów. Jaka była nasza radość, kiedy po kilku zabiegach stan kobiety poprawił się. Po kolejnych kilku zabiegach pacjentka poczuła się gorzej. Sądziłam, że to tak zwany kryzys ozdrowieńczy, który często jest przełomem w leczeniu. Pacjentka kontynuowała zabiegi. Stan zdrowia poprawił się, alepo kolejnych kilku tygodniach pogorszył się znacząco. Pacjentkę zaczęło ogarniać przygnębienie, a mnie złość: co jest? powinno być dobrze! przecież Bowen powinien jej pomóc!
Długo zastanawiałam się, jakie jeszcze zabiegi dobrać, kiedy olśniło mnie: a jeśli to nie SM tylko inna choroba? Taka, gdzie siły wewnętrzne organizmu są zbyt słabe, aby ją pokonać? Jakieś silne zakażenie bakteryjne? Ale takie trudno wykrywalne? Na przykład borelioza?
Podzieliłam się swoimi wątpliwościami z pacjentką.
„Nie, to na pewno SM, przecież tyle badań było robionych” – usłyszałam w odpowiedzi.
” A testy na boreliozę?”
” Tak, oczywiście. Boreliozę w pierwszej kolejności wykluczyli lekarze”.
Byłam w kropce. I wtedy trafiłam na wykład dr Bortel-Badury o boreliozie. Przesłałam link pacjentce. I tyle. Więcej już nie wiedziałam, co robić.

Dziś, po dwóch miesiącach otrzymałam maila od mojej pacjentki. Oto fragment:
„Dziś dodatkowo dla potwierdzenia wykonałam badanie na skanerze ciała i potwierdziło boreliozę, wykluczając też, co mnie ucieszyło, SM…
Wiem, że borelioza to też nic wesołego, ale przynajmniej jest szansa na wyleczenie…. Mam wytyczne od Pani dr i będziemy walczyć. A potem dołożymy Bowena na lepszy efekt 

Można się ucieszyć diagnozą: „Ma pani boreliozę”? Można.

https://youtu.be/SvCFFvsKIho

<'Terapia Bowena nie zastępuje porady lekarskiej lub leczenia. Zalecamy konsultowanie się z lekarzem w sprawie wszelkich problemów zdrowotnych.'>

Bakteria czy wirus – co nas zaatakowało? Infekcja bakteryjna różni się od wirusowej przebiegiem i leczeniem.

infekcja wirusowa czy bakteryjna

Boli cię głowa, gardło, mięśnie – to infekcja. Zastanawiasz się, czy potrzebujesz antybiotyku czy leżenie w łóżku wystarczy? To zależy, czy zaatakował cię wirus czy bakteria.

Polacy zaczynają rozumieć, że antybiotyk nie jest lekarstwem na każdą infekcję. Już wiemy, że infekcji wirusowej antybiotykiem nie wyleczymy, a znowu zakażenie bakteryjne w wielu wypadkach wymaga bezwlęgnie podania antybiotyku. Jak zatem rozróżnić, czy infekcja, która nas rozkłada, jest wywołana przez bakterię czy wirusa?

Jak w prosty sposób odróżnić, czy nasza infekcja jest bakteryjna czy wirusowa?

  • kiedy stan zapalny ma charakter punktowy, czyli koncentruje się w jednym miejscu, na przykład w gardle – to oznacza infekcję bakteryjną
  • kiedy boli całe ciało, mięśnie, stawy – wówczas infekcja jest pochodzenia wirusowego

Informacja nie zastępuje porady lekarskiej.

<'Terapia Bowena nie zastępuje porady lekarskiej lub leczenia. Zalecamy konsultowanie się z lekarzem w sprawie wszelkich problemów zdrowotnych.'>

Badanie flory jelitowej: po co?

diagnostyka flory jelitowej

Przez stulecia ludzie nie badali flory jelitowej i żyli. To fakt. Że żyli krótko – to drugi fakt. Nasi przodkowie nie znali mechanizmów pojawiania się chorób i sposobów zapobiegania im. Dziś dzięki odkryciom i badaniom mamy ogromną wiedzę na temat funkcjonowania naszego organizmu, dlaczego nie skorzystać z tej wiedzy?

Wiemy, że w znaczący sposób o stanie naszego zdrowia decyduje stan naszych jelit, a dokładniej: życie, które się w nich toczy.

Czyje życie? Życie flory jelitowej, czyli bakterii, drożdży i pierwotniaków zamieszkujących jelita. To one i ich potrzeby decydują o tym, na co mamy ochotę i czy chcemy pobiegać czy raczej leżeć i nic nie robić. Jak to możliwe? Jeśli nasze jelita opanuje w przeważającej ilości flora gnilna, nie mamy ochoty się ruszać, ponieważ ruch oznacza dotlenienie organizmu, a tlen zabija bakterie gnilne, które oddychają beztlenowo. Proste?

Na tej samej zasadzie działa popularny drożdżak Candida Albicans, które uwielbiają cukier. Kiedy one zawojują nasze jelita, słodycze moglibyśmy jeść bez ustanku.

Trochę to głupie, że mikroskopijne stworzenia układają nam życie.

Dlaczego tak się dzieje? O potrzebach organizmu decyduje kod genetyczny. Nasze jelita wypełniają dwa do trzech kilogramów flory jelitowej. Kod genetyczny flory jelitowej jest sto! razy większy od naszego kodu genetycznego. Siła oddziaływania na nasz ośrodek sterowania, czyli mózg,przez florę bakteryjną jest sto razy silniejszy niż nasz zdrowy rozsądek.

Zdrowe jelita to taki stan, kiedy potrzeby flory jelitowej są takie same jak potrzeby naszego organizmu. To stan równowagi. Kiedy w jelitach dojdzie do zakłócenia róznowagi, następuje przerost jednego z elementów flory jelitowej, który jako dominujący narzuca swoje potrzeby innym, także człowiekowi.

Jeśli:

  • masz niepohamowany apetyt,
  • ciągle masz ochotę na rzeczy, po których zjedzeniu wiesz, że będziesz się źle czuł/czuła
  • lub po prostu tyjesz

to znak, że twoja flora jelitowa już nie jest twoim sprzymierzeńcem, ale wrogiem. A z  wrogiem trzeba się rozprawić, bo prędzej czy później pokona ciebie i twoje zdrowie.

Czy na pewno chcesz być niewolnikiem flory jelitowej?